Raz na jakiś czas trafia do nas klient, który na jakimś etapie zaczyna mieć wątpliwości, czy legalizacja pracowni aby na pewno jest mu do szczęścia potrzebna. Czasem te wątpliwości połączone są z frustracją, że w jego najbliższym otoczeniu działa kilka gabinetów weterynaryjnych, których właściciele od lat beztrosko działają bez zezwolenia i nie mają z tego tytułu żadnych nieprzyjemności.
Pojawia się emocja, że jest się „frajerem”, skoro chce się zalegalizować stosowanie urządzenia rentgenowskiego i ponieść wynikające z tego koszty.
„Panie, kto tu do nas z tej Warszawy przyjedzie na kontrolę. Jest tu pięć gabinetów. Wszyscy mają aparaty rentgenowskie. Trzepią zdjęcia od lat i nikt sobie z tego nic nie robi”.
„Przed założeniem swojej przychodni pracowałam w kilku miejscach i nigdzie nie było osłon radiologicznych”.
„Nikt z moich znajomych nie ma zezwolenia, śmieją się ze mnie, że to robię”.
Legalizacja pracowni rentgenowskiej (albo stosowania urządzenia rentgenowskiego poza pracownią, w terenie) w takiej atmosferze może być wyzwaniem.
No bo po co to robić, skoro „nikt dookoła nie ma zezwolenia”?
„Szara strefa” – czy aby na pewno taka duża?
Na początek zderzmy się z mitem szarej strefy. Czy aby na pewno jest ona taka duża, jak może się wydawać?
Co roku Prezes Państwowej Agencji Atomistyki publikuje raport o swojej działalności. Zebraliśmy dla Was kilka interesujących danych:

Żródło: Raport roczny Prezesa PAA [Na dzień publikacji niniejszego artykułu raport roczny z 2024 roku nie był jeszcze dostępny]
Co z powyższej tabeli można wywnioskować?
Po pierwsze – liczba jednostek, a więc liczba działalności gospodarczych stosujących legalnie aparaty rentgenowskie, rok do roku rośnie.
Po drugie – liczba działalności, a więc przede wszystkim liczba legalnych pracowni z urządzeniami rentgenowskimi, rok do roku rośnie szybciej niż liczba jednostek. Oznacza to, że placówki weterynaryjne dokupują kolejne urządzenia – tomografy komputerowe, aparaty śródoperacyjne, tomografy stożkowe czy zdjęciowe aparaty stomatologiczne.
Po trzecie – co rok zwiększa się liczba zezwoleń wydawanych przez Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki. W 2023 roku liczba wydanych zezwoleń była dwukrotnie większa niż w roku 2019.
Po czwarte (tu się musimy pochwalić) – od lat większość zezwoleń (60% – 70%) jest uzyskiwana przy współpracy z Radiovetem i tu też mamy trend wzrostowy😉.
Po piąte – w 2020 roku model prowadzenia kontroli rozszerzył się z „doraźnych” o „dziesięcioletnie”.
Po szóste – istotnie zwiększa się liczba kontroli przeprowadzanych w weterynarii.
Jak raport roczny Prezesa PAA ma się do szarej strefy?
Raport roczny Prezesa PAA oczywiście w żaden sposób nie zwymiaruje wielkości szarej strefy. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę wszystkich aktywnie działających praktyk weterynaryjnych w Polsce oraz to, że nie każda praktyka weterynaryjna stosuje urządzenia rentgenowskie, to okaże się, że ta szara strefa wcale nie będzie tak duża, jak mogłoby się wydawać z perspektywy właścicieli konkretnej placówki weterynaryjnej.
Mamy na myśli błąd poznawczy, który sugeruje, że to, co dzieje się w naszym najbliższym otoczeniu, jest odzwierciedleniem rzeczywistości. To tak jakby w dyskusji o zmianach klimatycznych pomylić klimat z pogodą w naszej okolicy.
Jakie zakłady weterynaryjne działają w szarej strefie?
Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ale z naszego doświadczenia wynika, że „szara strefa” częściej dotyczy małych miejscowości oraz w jakimś stopniu koreluje z poziomem PKB wytwarzanym w konkretnych województwach.
Z oczywistych względów inwestycja w aparat rentgenowski dla gabinetu weterynaryjnego funkcjonującego w małej miejscowości będzie stanowiła większe wyzwanie kosztowe niż dla kliniki weterynaryjnej działającej w dużym mieście.
Czy „koszt inwestycji” to jedyna motywacja do funkcjonowania w szarej strefie?
Czasem tak. Czasem zakłady weterynaryjne decydują się na funkcjonowanie w szarej strefie ze względów czysto ekonomicznych. Ale nie jest to tak częste, jak mogłoby się wydawać.
Od kilku lat odnosimy wrażenie, że o ile „ekonomia” stała za pierwotną decyzją o pracy bez zezwolenia, o tyle po jakimś czasie decydujące stają się „brak czasu” oraz świadome zaniechanie i zaniedbanie.
Jak bowiem ocenić dobrze prosperujące placówki weterynaryjne, które od kilkunastu lat bez zezwoleń stosują urządzenia rentgenowskie?
Te „kilkanaście lat” ma również znaczenie w kontekście odpowiedzi na pytanie, „jakie zakłady weterynaryjne działają w szarej strefie”. Działanie w szarej strefie – oprócz wymiaru geograficznego – powiązane bywa ze zmieniającym się na przestrzeni lat podejściem przedsiębiorców do sposobu prowadzenia biznesu.
Co to znaczy?
Właściciele nowych placówek weterynaryjnych są wyczuleni na spełnienie wszystkich wymagań prawnych. Chcą działać jak należy. Rozumieją, że koszty i nieprzyjemności związane z niefrasobliwością są duże. Szanują swój czas i chcą mieć święty spokój.
W przypadku firm (niezależnie od branży!) powstałych w latach dziewięćdziesiątych czy wczesnych dwutysięcznych nie są bezzasadne memy internetowe o „Januszach biznesu”. Praca z urządzeniami rentgenowskimi bez zezwolenia w placówkach weterynaryjnych z większym stażem bywa objawem tego zjawiska.
Czy łatwo dziś działać w szarej strefie?
To pytanie można podzielić na dwa.
Pierwsze – czy łatwo stać się częścią szarej strefy?
Drugie – czy w szarej strefie łatwo się utrzymać?
Odpowiedź na pierwsze jest prosta. Tak. Wystarczy kupić aparat rentgenowski i nikomu o tym nie mówiąc zacząć robić zdjęcia. Wprawdzie kupując urządzenie rentgenowskie od szanowanego dystrybutora działającego na polskim rynku możemy mieć pewne trudności z działaniem bez zezwolenia (dystrybutorzy mają bowiem pewne obowiązki przed Prezesem Państwowej Agencji Atomistyki, zobacz artykuł: Aparat stomatologiczny w weterynarii…, ale nic przecież nie stoi na przeszkodzie, aby kupić używany zestaw rentgenowski na aukcji internetowej czy też za granicą.
Odpowiedź na drugie pytanie wymaga szerszego komentarza.
Czy można się w szarej strefie utrzymać?
Można. Ale wymaga to stalowych nerwów.
Po pierwsze dlatego, że „wszyscy dookoła się legalizują” i tylko czekać, aż konkurencja wykorzysta sytuację i poinformuje urząd o możliwych nieprawidłowościach w naszej placówce.
Po drugie dlatego, że pracownicy zauważą, że coś jest nie tak. Wieloletni pracownicy zaczną się zastanawiać, czy ich problemy zdrowotne nie są skorelowane z warunkami pracy. Bo przecież jest tam rentgen. Z kolei nowi pracownicy, którzy mają doświadczenie z innych zakładów weterynaryjnych, będą krzywym okiem patrzeć na to, co się dzieje w nowym miejscu pracy.
Po trzecie dlatego, że są kontrole i są nakładane wysokie kary. Co i rusz słychać o nałożonych przez Państwową Agencję Atomistyki karach rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. A i kontrole są coraz częstsze, o czym najlepiej świadczy tabela powyżej.
Po czwarte dlatego (co pośrednio wynika z przyczyn poprzednich), że praca bez zezwolenia zaczyna być obciążeniem dla zdrowia, również psychicznego. Właściciele lecznic weterynaryjnych przestają spać spokojnie. Widmo donosu, kary, utraty zaufania wśród pracowników, podania przez organ do wiadomości publicznej informacji o decyzji nakazowej o wstrzymaniu pracy, za czym może pójść utrata części klientów – to wszystko powoduje, że…
…po latach pracy w szarej strefie decydujecie się na zalegalizowanie swojej działalności.
Co słyszymy od lekarzy weterynarii?
Przede wszystkim najczęściej słyszymy „dzień dobry, kupiliśmy właśnie aparat rentgenowski i chcielibyśmy z Wami zalegalizować pracownię”.
Zdarza się jednak, że zaczynacie rozmowę od „dzień dobry, mam taki problem…”.
O ile cieszy nas każde zlecenie, o tyle zlecenia od właścicieli, którzy decydują się skorygować dotychczasowy sposób funkcjonowania placówki, cieszą nas szczególnie.
Decydując się na „legalizację” swojej działalności, działają nie tylko na własną korzyść, ale również na korzyść całej branży weterynaryjnej. A to przy prowadzonej przez nas działalności edukacyjnej ma kolosalną wartość.
Jak praca bez zezwolenia wpływa na postrzeganie branży weterynaryjnej przez dozór jądrowy?
Ten śródtytuł powinien brzmieć tak naprawdę „Jak praca bez zezwolenia lub wbrew zezwoleniu wpływa na postrzeganie branży weterynaryjnej przez dozór jądrowy”.
Chodzi bowiem nie tylko o pracę w szarej strefie, ale również o brak realizacji obowiązków wynikających z posiadanego zezwolenia (zobacz artykuł: Zezwolenie PAA to nie wszystko…).
To, w jaki sposób postrzegana jest branża, w jakiej atmosferze przebiegają kontrole, jakie wymagania są stawiane przed zakładami weterynaryjnymi, które chcą uzyskać zezwolenie na stosowanie rentgena, jak przebiega proces uzyskiwania zezwolenia, jakie są warunki wydawanych zezwoleń, jak są skonstruowane obecne akty prawne regulujące taką działalność i w jakiej formie planowane są nowe akty prawne, jest ściśle powiązane z tym, jak dojrzale lekarze weterynarii podchodzą do tematyki uzyskiwania zezwolenia oraz pracy w zgodzie z warunkami zezwolenia już wydanego.
Chowanie przed kontrolą w panice rentgena do szafy, usuwanie danych z nośników cyfrowych, ustalanie wspólnych wersji z pracownikami, składanie aroganckich wyjaśnień – to wszystko powoduje, że organ uprawniony do kontroli może podchodzić do lekarzy weterynarii jak do potencjalnych przestępców. To powoduje również, że dozór jądrowy może nabrać ochoty, żeby zwiększyć formy nacisku, uszczelnić reglamentację czy też zwiększyć wymagania wobec podmiotów wnioskujących o wydanie zezwolenia.
W skrócie – każda placówka działająca bez zezwolenia albo wbrew warunkom wydanego zezwolenia działa na szkodę całej branży. Kilka kontroli w zakładach weterynaryjnych działających bez zezwolenia ma w naszej ocenie większy wpływ na postrzeganie branży niż kilkadziesiąt kontroli, które przebiegły w dobrej atmosferze i w których nie stwierdzono istotnych nieprawidłowości.
Czy warto działać bez zezwolenia?
Nie ma co się tu szczególnie rozpisywać. Nie warto. Nie jest to w dłuższej perspektywie opłacalne. A z perspektywy utraconych korzyści dla całej branży weterynaryjnej w Polsce – mocno egoistyczne.
Prowadzenie diagnostyki obrazowej z wykorzystaniem aparatu rentgenowskiego w lecznicy weterynaryjnej bez zezwolenia jest jak prowadzenie autobusu bez prawa jazdy.
Nie jest sztuką nauczyć się kręcić kierownicą i wciskać pedały. Można przez lata wozić ludzi i robić to nawet w pełni umiejętnie i profesjonalnie. Jednak w sytuacji jakiegokolwiek wypadku, czy przypadkowej kontroli ze strony Policji, te umiejętności i lata doświadczeń będą bez znaczenia.
Jak u Fredry – po prostu „nie uchodzi”.

Z wykształcenia absolwent Politechniki Warszawskiej na kierunku Telekomunikacja. Z zamiłowania weterynaryjny inspektor ochrony radiologicznej.
Ewoluując z pracy zgodnej z profilem wykształcenia, tj. na stanowiskach managerskich w międzynarodowych korporacjach technologicznych, założył RADIOVET – obecnie najbardziej rozpoznawalną w Polsce markę ukierunkowaną na wsparcie lekarzy weterynarii w zakresie legalnej i bezpiecznej pracy z aparatami rentgenowskimi.
Regularnie nadzoruje działalność kilkudziesięciu placówek weterynaryjnych w Polsce, stosujących w swojej pracy tomografy komputerowe i aparaty śródoperacyjne. Czerpiąc z wzorców dużych organizacji, na co dzień potwierdza, że proces uzyskiwania zezwolenia PAA może być szybki, prosty i przyjemny.
Jest przekonany, że wymagania prawne stawiane placówkom weterynaryjnym w zakresie stosowania urządzeń rentgenowskich są ściśle powiązane z dojrzałością branży do ich przestrzegania. A kluczem do poluzowania wymagań jest edukacja.
Prywatnie tata, mąż, pasjonat wszelakich aktywności fizycznych i podróży w nieoczywiste miejsca