Podsumowanie najważniejszych kwestii poruszanych w artykule
- Cena usługi to nie wszystko. Równie ważne jest to, czy usługa została wykonana rzetelnie i czy odpowiada Waszym potrzebom (uwaga: czy na pewno znacie swoje potrzeby?).
- Oszczędność na legalizacji pracowni nie zawsze się opłaca. Tańszy, mniej rzetelny dostawca może zaprojektować droższe osłony. Albo nieergonomiczne (czy wręcz niewykonalne) umiejscowienie aparatu rentgenowskiego.
- Liczy się nie fakt wydania zezwolenia, tylko jego treść. Zezwolenie określa, jak będzie można korzystać z aparatu rentgenowskiego, a jaki sposób pracy będzie niedopuszczalny. A diabeł tkwi w szczegółach.
„Nie chcesz mieć problemów z legalizacją, idź do Radiovetu”.
„Zginąłbym bez RadioVet jak ciotka w Czechach. Rewelacyjna współpraca. Polecam”.
„100% wiedzy i profesjonalizmu. Chciałabym, żeby wszyscy usługodawcy tak pracowali. Wszystko nagle stało się jasne, przejrzyste, uporządkowane, w całym procesie czułam się zaopiekowana, dostałam odpowiedź na każde pytanie. Proponuję, żeby Radiovet otworzył osobny dział oferujący szkolenia usługodawcom pt. "Jak robić swoją robotę dobrze" czy "Jak zachować klasę podczas współpracy z klientem". Niewiele jest takich profesjonalistów w Polsce”.
„Skoro płacę Wam tyle pieniędzy, to chyba możecie to zrobić?”
„Znalazłam usługę uzyskania zezwolenia kilka tysięcy taniej. Ta druga firma nie wymaga ode mnie dostarczania żadnych potwierdzeń. A więc Wam podziękuję”.
„A to Wy macie w tym Radiovecie jakieś koszty?”
Zezwolenie na rentgen może uzyskać każdy. I z każdym.
Co roku sprawdzamy, ile zezwoleń wydał zakładom weterynaryjnym Prezes Państwowej Agencji Atomistyki, i porównujemy tę liczbę z liczbą zezwoleń wydanych przy współpracy z Radiovet.
I co roku nam wychodzi, że 65% - 75% to „nasze” zezwolenia.
Bardzo nas cieszy zaufanie, jakim nas obdarzacie. Widzimy, że nasz sposób pracy przynosi bardzo wymierne wyniki.
Wasze zaufanie motywuje nas do dalszego realizowania edukacyjnej misji i do tego, by podejmować się obsługi przypadków „beznadziejnych”, które wymagają stresogennej polemiki z dozorem jądrowym Państwowej Agencji Atomistyki. Uzasadnia też inwestycję w rozwiązania, dzięki którym „legalizacja pracowni” staje się jeszcze bardziej przyjaznym procesem.
Te 65% - 75% oznacza też, że Radiovet – wbrew głosom z rynku – nie ma monopolu na usługę w zakresie legalizacji pracowni rentgenowskich 😉.
To dobrze, bo aktywna konkurencja mobilizuje do działania. Każe nie tylko odpowiedzieć na pytania, „jak pracować lepiej” i „jak budować przewagę konkurencyjną”.
Pozwala też zrozumieć, na jakie kompromisy nie możemy się zgadzać – bo będą niezgodne z wartościami, zgodnie z którymi postanowiliśmy świadczyć usługi, a na dłuższą metę zadziałają na szkodę całej branży weterynaryjnej.
Dzięki aktywnej konkurencji właściciele oraz menedżerowie podmiotów weterynaryjnych mogą w pełni świadomie wybrać partnera, z którym podejmą współpracę przy legalizacji pracowni. Mogą wybrać partnera, którego propozycja wartości będzie najlepiej współgrać z ich oczekiwaniami i potrzebami. Ale mogą też wybrać takiego, który pójdzie na ustępstwa i zgodzi się podpisać pod nieprawdą. A przy okazji – być może będzie kilkukrotnie tańszy.
Dlatego też stawiamy tezę, że „zezwolenie na rentgen” może uzyskać każdy. I z każdym.
„Ile kosztuje u Was zezwolenie?”
Wciąż – choć znacznie rzadziej niż kiedyś – kontaktują się z nami klienci, dla których liczy się wyłącznie cena usługi.
Pada wtedy pytanie: „Ile u Was kosztuje zezwolenie”?
Zazwyczaj pyta pracownik, któremu właściciel placówki weterynaryjnej zlecił rozpoznanie rynku, a jedynym (bądź głównym) kryterium wyboru dostawcy ma być cena właśnie.
W takich sytuacjach, przed przedstawieniem ceny, próbujemy zrozumieć faktyczne potrzeby. Zorientować się, czy gdyby cena była taka sama jak u konkurencji, to kogo by wybrali i dlaczego.
Zwykle okazuje się, że to nie „zezwolenie” jest celem. Że celów ukrytych jest istotnie więcej. Tylko że brak ich świadomości nie pozwala ich prawidłowo sklasyfikować podczas procesu zakupowego.
Z legalizacją pracowni jest jak z wyborem pieczywa. Najtańsze nie zawsze będzie najsmaczniejsze i najzdrowsze. Oczywiście w pewnych okolicznościach to właśnie najtańsza kajzerka będzie synonimem najlepszej bułki. I żadne opowiadanie o wartościach tego nie zmieni. Ale my dziś nie o tym 😉.
„Co? Tyle? Chyba Was &^#$…”
W ostatnich latach lekarze weterynarii często stykali się z agresywnymi komentarzami dotyczącymi cen świadczonych usług.
Środowisko weterynaryjne starało się wyjaśniać, że ceny wynikają z kosztów podnoszenia kwalifikacji i pozyskiwania ultranowoczesnego sprzętu, z trudnych warunków pracy, rosnących kosztów stałych czy braku refundacji. Że koszt usługi to dużo więcej niż koszt pracy lekarza weterynarii prowadzącego wizytę.
Zdradzimy teraz sekret.
Uzasadnienie ceny jest bolączką wszystkich podmiotów świadczących usługi profesjonalne – w każdym sektorze.
I o ile można zrozumieć, że klienci-konsumenci miewają kłopot ze zrozumieniem wszystkich składników ceny, o tyle w sektorze B2B (business-to-business) – gdy zarówno klient, jak i dostawca są przedsiębiorcami świadczącymi „usługi” – bywa to zaskakujące.
Postanowiliśmy o tym napisać jawnie, bo – podobnie jak personel lecznic weterynaryjnych – tak i my prowadzimy czasem bardzo nieprzyjemne rozmowy.
Na dodatek niektórzy klienci, płacąc za usługę (bez zrozumienia jej zakresu i wartości), spodziewają się realizacji oczekiwań wykraczających poza warunki zawartej umowy. Brak realizacji tych oczekiwań bywa odbierany jako przyzwolenie na późniejszą dyskredytację. A w krótkiej perspektywie: jako pretekst do agresji słownej.
I podobnie jak środowisko weterynaryjne, tak i my – dostawcy usług profesjonalnych innego rodzaju – nie zgadzamy się na to.
Najtaniej czy najlepiej?
Strategią Radiovetu nigdy nie było świadczenie usług najtańszych. Naszą strategią jest świadczenie usług najlepszych. A przez to, że najlepszych, to w naszej intencji i wizji – bezkonkurencyjnych.
Dlatego postanowiliśmy jawnie przedstawić podstawowe stawki naszych usług.
Już niedługo w naszym sklepie (bez konieczności „wychodzenia z domu”) będziecie mogli sprawdzić ceny legalizacji pracowni rentgenowskiej, audytu albo szkolenia z ochrony radiologicznej.
I zamówić taką usługę bezpośrednio w sklepie, jeśli wiecie (czytaj: macie pewność), że spełni Wasze oczekiwania.
Więc jeśli kryterium wyboru dostawcy jest dla Was cena, będziecie mogli zweryfikować ją na naszej stronie i świadomie wybrać usługę innego, tańszego podmiotu.
Albo zastanowić się, gdzie tkwi haczyk oraz skąd się biorą tak istotne rozbieżności cenowe.
I zadzwonić do nas. Porozmawiać o różnicach w zakresach usług czy też o problemach, jakich możecie uniknąć, wybierając współpracę z nami.
I dopiero wtedy wybrać swojego dostawcę.
A co to ma wspólnego z sugestią, aby nie legalizować pracowni?
Ma całkiem sporo.
Zauważyliśmy pewną prawidłowość. Otóż kierowanie się wyłącznie ceną przy wyborze podmiotu wspierającego legalizację pracowni rentgenowskiej często idzie w parze z trzema istotnie błędnymi przekonaniami.
Po pierwsze, że u firmy takiej jak nasza zamawia się „produkt”, a tym produktem jest „zezwolenie”.
Po drugie, że „każde zezwolenie jest dokładnie takie samo”.
Po trzecie, że „wystarczy mieć zezwolenie, żeby działanie z rentgenem było zgodne z prawem”.
Nie legalizuj pracowni rentgenowskiej, jeśli Twoim jedynym celem jest… posiadanie zezwolenia
Jeśli Twoim jedynym celem jest posiadanie zezwolenia, a przy wyborze dostawcy „usługi legalizacyjnej” kierujesz się wyłącznie ceną, to możesz nawet nie zwrócić uwagi na warunki, na jakich to zezwolenie ma zostać wydane (czyli jak będzie można korzystać z aparatu rentgenowskiego, a jaki sposób pracy będzie określony jako niedopuszczalny).
Możesz nie zauważyć, co – i jak rzetelnie – zweryfikował inspektor ochrony radiologicznej. Czy we wniosku opisał Twoją pracownię zgodnie ze stanem faktycznym i czy przewidział wykonalne i ergonomiczne umiejscowienie aparatu rentgenowskiego. I jakie założenia przyjął do obliczenia wymaganych osłon radiologicznych (czego efektem może być konieczność wydania na te osłony kilkunastu, albo nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych więcej, niż potrzeba).
Owszem, można uznać, że zezwolenie to po prostu „papier”, który trzeba uzyskać, a potem można działać niezależnie od jego treści. Gorzej, jeśli po kilku latach przytrafi się kontrola planowa, podczas której inspektorzy wnikliwie przyjrzą się Twojej pracowni i wydadzą decyzję nadzorczą o jej zamknięciu w wyniku odnalezionych nieścisłości.
Ale takie sytuacje przecież się nie zdarzają, prawda? Prawda?
Dlaczego „posiadanie zezwolenia” nie jest dobrym celem?
Oczywiście nie twierdzimy, że przyczyną potencjalnych problemów jest wybór najtańszego dostawcy usługi legalizacyjnej. Przyczyną problemów jest brak świadomości obowiązków, jakie wiążą się z prowadzeniem weterynaryjnej pracowni rentgenowskiej. Albo wręcz świadome ich ignorowanie.
Podmioty, które traktują zezwolenie jako „cel”, a nie „środek”, zapominają, że od dnia uzyskania zezwolenia będą figurować w rejestrach Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki i podlegać okresowym, planowym kontrolom.
Zapominają, że urząd będzie kontrolować, czy działają zgodnie z warunkami zezwolenia, którego są beneficjentem.
Jeśli wybierając dostawcę usługi legalizacyjnej kierujesz się wyłącznie ceną, nie uwzględniając rzetelności, dojrzałości czy warsztatu pracy, to możesz się nawet nie zorientować, do czego się zobowiązujesz, uzyskując zezwolenie w oparciu o tak, a nie inaczej przygotowane dokumenty. I jakie wymagania prawne musisz realizować po uzyskaniu zezwolenia.
Jeśli przyzwalasz na to, aby zezwolenie zostało wydane na podstawie nierzetelnego wniosku, a po uzyskaniu zezwolenia nie planujesz realizować wymagań prawnych, to w praktyce… zaczynasz rejs na beczce prochu. A więc wcześniej czy później najpewniej czeka Cię mandat nałożony przez Prezesa PAA (kilkadziesiąt tysięcy PLN). I zamknięcie pracowni z hukiem.
A jeśli takie podejście jest Ci bliskie, to po co się w ogóle legalizować?
Przecież jeśli się nie zalegalizujesz, nikt o Tobie się nie dowie?!
Nie będziesz występować w żadnych rejestrach! A skoro nie, to nie będziesz przedmiotem kontroli planowych!
No chyba że staniesz się przedmiotem kontroli doraźnej, a więc tej z donosu.
Ale one się przecież w Polsce nie zdarzają, prawda? Prawda?
Jak planować rejs, to na solidnej łodzi
Legalizacja pracowni rentgenowskiej ma sens tylko wtedy, gdy dojrzale podchodzisz do obowiązków związanych z jej prowadzeniem.
Jeśli jesteś uważny / uważna na etapie składania wniosku.
Jeśli blisko współpracujesz z dostawcą usługi „legalizacji pracowni”.
Jeśli faktycznie poświęcasz czas na zrozumienie, jak Twoja przyszła pracownia została opisana oraz do czego się obligujesz przed Prezesem PAA.
Podmiot legalizujący Twoją pracownię jest wynajętym przez Ciebie szkutnikiem. Ale to Ty jesteś armatorem i kapitanem. Jeśli zignorujesz zasadę ograniczonego zaufania i nie dokonasz podstawowego przeglądu, to zatoniesz po wypłynięciu. I sam / sama za to zatonięcie poniesiesz odpowiedzialność.
I uwaga – będzie tak niezależnie od tego, jak taniego czy też drogiego szkutnika wynajmiesz.
Nota redakcji: Z ostrożności wyjaśniamy, że autor w żadnym razie nie zachęca do pracy z aparatami rentgenowskimi bez zezwolenia.
Autor posłużył się sarkazmem, żeby bardziej obrazowo przedstawić problem braku zrozumienia przez niektórych właścicieli praktyk weterynaryjnych, jaka odpowiedzialność wiąże się z pracą w narażeniu na promieniowanie jonizujące. Objawem klinicznym tego niezrozumienia bywa zaś traktowanie ceny jako jedynego kryterium wyboru dostawcy usługi legalizacyjnej. Niezależnie od tego, czy ktoś szuka usługi „najtańszej” czy „najdroższej”.
FAQ: Najczęstsze pytania o legalizację pracowni RTG
Z wykształcenia absolwent Politechniki Warszawskiej na kierunku Telekomunikacja. Z zamiłowania weterynaryjny inspektor ochrony radiologicznej.
Ewoluując z pracy zgodnej z profilem wykształcenia, tj. na stanowiskach managerskich w międzynarodowych korporacjach technologicznych, założył RADIOVET - obecnie najbardziej rozpoznawalną w Polsce markę ukierunkowaną na wsparcie lekarzy weterynarii w zakresie legalnej i bezpiecznej pracy z aparatami rentgenowskimi.
Regularnie nadzoruje działalność kilkudziesięciu placówek weterynaryjnych w Polsce, stosujących w swojej pracy tomografy komputerowe i aparaty śródoperacyjne. Czerpiąc z wzorców dużych organizacji, na co dzień potwierdza, że proces uzyskiwania zezwolenia PAA może być szybki, prosty i przyjemny.
Jest przekonany, że wymagania prawne stawiane placówkom weterynaryjnym w zakresie stosowania urządzeń rentgenowskich są ściśle powiązane z dojrzałością branży do ich przestrzegania. A kluczem do poluzowania wymagań jest edukacja.
Prywatnie tata, mąż, pasjonat wszelakich aktywności fizycznych i podróży w nieoczywiste miejsca